Vision & Logic
Rzeka Boga (Polish Edition)
Rzeka Boga (Polish Edition)
Couldn't load pickup availability
Rzeka Boga (Polish Edition)
W POGONI ZA SZCZĘŚCIEM
“Nicością są bowiem wszyscy bogowie ludów, Pan zaś uczynił niebiosa.” (Psalm 96,5)
Na Reddicie istnieje społeczność o nazwie r/whatisthisthing. Jej członkowie publikują zdjęcia przedmiotów, które znaleźli, ale których nie potrafią zidentyfikować. Wiele z tych znalezisk jest niezwykle intrygujących i zagadkowych – dopóki ktoś nie poda wyjaśnienia. Na przykład jeden z użytkowników udostępnił zdjęcie twardego przedmiotu w kształcie jaja, znalezionego na plaży, z wygrawerowanym napisem „Maxer”. W końcu ktoś rozpoznał w nim sztuczne jajko. Kury bywają kapryśne i zdarza im się rozbijać własne jaja; kiedy jednak podłoży się im taki zamiennik, dają się nabrać, myśląc, że wciąż wysiadują prawdziwe jaja, i przestają je niszczyć. Inny użytkownik opublikował zdjęcie małego „pokoiku” przy szczycie starej stodoły. Nie miał on widocznego wejścia i wydawał się kompletną zagadką. Ktoś wyjaśnił, że to miejsce gniazdowania płomykówek – pożytecznych ptaków, które pomagają gospodarzom, żywiąc się gryzoniami.
Te przykłady ilustrują szerszą prawdę: aby poprawnie coś zidentyfikować, trzeba wiedzieć, do czego to służy. Bez zrozumienia celu, dla którego dany przedmiot powstał, trudno zdefiniować, czym on naprawdę jest. Ta sama zasada dotyczy istot ludzkich. Aby zrozumieć, kim jest człowiek, musimy zapytać: po co został stworzony? Niektórzy wierzą, że ludzie są jedynie przypadkowym produktem ubocznym ślepych sił ewolucji. Gdyby to była prawda, życie nie miałoby wewnętrznego celu. Jednak tylko najbardziej zagorzali ateiści wydają się autentycznie pogodzeni z takim wnioskiem. Większość ludzi, czy się do tego przyznaje, czy nie, wciąż głęboko pragnie zrozumieć, dlaczego tu jesteśmy. Niektórzy filozofowie twierdzą, że sformułowanie „sens życia” jest z gruntu błędne, utrzymując, iż słowa sens i życie do siebie nie pasują. Ale to tak, jakby mówić płaczącemu dziecku: „Nie potrzebujesz matki. Po prostu przestań płakać”. Niezależnie od tego, jak błyskotliwa byłaby to argumentacja, nasza tęsknota za sensem nie znika pod jej wpływem. Nie przestajemy szukać tylko dlatego, że ktoś uznał same poszukiwania za bezzasadne.
Arystoteles w swojej Etyce nikomachejskiej opisał szczęście jako ostateczny cel ludzkiego życia. Rozpoczął od rozróżnienia między działaniami a celami. Większość rzeczy, które robimy, czynimy ze względu na coś innego. Zarabiamy pieniądze nie dla samego ich posiadania, ale po to, by przeznaczyć je na inne cele. Jednak szczęście – jak twierdził Arystoteles – jest inne; pragniemy go dla niego samego. Dlatego stanowi ono najwyższe dobro i ostateczny cel życia.
Greckie słowo, którego Arystoteles użył na określenie szczęścia, to eudaimonia. Pochodzi ono od słów eu (dobry) i daimon (bóstwo lub duch). Sugeruje to, że szczęście jest czymś przyznawanym z boskiej przychylności – darem dobrej woli bogów. Ta idea drastycznie różni się od tego, jak szczęście postrzegają ludzie współcześni. Dla nas nie jest ono darem; to coś, o co walczymy, na co zapracowujemy. Podobnie jak Chris Gardner w filmie W pogoni za szczęściem, czujemy potrzebę ścigania go przez trudy i wytrwałość, by móc pewnego dnia – niczym Frank Sinatra – spojrzeć wstecz i powiedzieć: „Zmierzyłem się z losem, wyszedłem z tego z podniesioną głową i zawsze szedłem własną drogą”.
W nowoczesnym ujęciu szczęście to nie tylko cel; to potwierdzenie naszej niezależności i determinacji. Myśl o przyjmowaniu go w sposób bierny niemal nas obraża. Jednak w przeszłości szczęście postrzegano głównie jako coś, co zostaje nam dane, a nie zdobyte. Nawet angielskie słowo happy pochodzi od hap, oznaczającego „fart” lub „fortunę”. W języku niemieckim słowo Glück oznacza zarówno szczęście, jak i fart/powodzenie. Historycznie zatem być szczęśliwym oznaczało mieć szczęście (farta). Dziś jednak myślimy inaczej. Szczęście planujemy. Budujemy systemy i strategie, by je osiągnąć. Nasza pogoń jest tak intensywna, że Bertrand Russell opisał ją niegdyś jako „podbój szczęścia”.
Pieniądze
Obecnie niemal każdy zgadza się, że do szczęścia niezbędne są dwie rzeczy: pieniądze i miłość. Zastanówmy się nad nimi, zaczynając od pieniędzy.
Pieniądze to skondensowana forma wartości. Wszystko w życiu ma jakąś wartość, ale pieniądze ujmują ją w formę, którą można przechowywać, mierzyć i wymieniać. Są użyteczne, ponieważ łatwo nimi operować – podobnie jak cukier, który zawiera kalorie w gotowej do użycia postaci. Ta prostota i efektywność sprawiają, że pieniądze są tak atrakcyjne.
Chrześcijaństwo historycznie prezentowało dwie różne postawy wobec pieniędzy. W tradycyjnym nauczaniu katolickim ubóstwo uważane jest za cnotę. Obok czystości i pokory postrzega się je jako oznakę duchowego oddania. W tej tradycji życie bez pieniędzy (dobrowolne lub nie) uznawano za drogę do świętości. Z drugiej strony, jak zauważył socjolog Max Weber, protestanci skłaniają się ku bardziej pozytywnemu postrzeganiu pieniędzy. John Wesley, założyciel metodyzmu, słynnie podsumował to podejście: „Zarabiaj, ile możesz, oszczędzaj, ile możesz, dawaj, ile możesz”. Większość protestantów wierzy, że dopóki bogactwo służy chwale Bożej, nie jest powodem do wstydu.
Jednak oba podejścia mają swoje problemy. Dorastałem w Korei Południowej – biednym kraju, który za mojego życia stał się zamożny. Pamiętam, jak to jest żyć w ubóstwie. W przeszłości Korea borykała się z niezliczonymi problemami: opresją polityczną, korupcją, niedorozwojem infrastruktury oraz brakiem dostępu do edukacji i opieki zdrowotnej. Wraz ze wzrostem gospodarczym wiele z tych problemów rozwiązano lub złagodzono – choć pojawiły się nowe, jak narastające wyzwania związane ze zdrowiem psychicznym.
Większość biednych krajów doświadcza podobnych trudności: niestabilności politycznej, korupcji, dzieci niemogących chodzić do szkoły i ludzi umierających na uleczalne choroby. Ubóstwo często blokuje rozwój człowieka, dlatego misjonarze tak często angażują się w projekty rozwoju gospodarczego. Bieda może stać się duchową pułapką, zmuszając ludzi do kompromisów, kradzieży, kłamstwa czy zaniedbywania rodzin. Zdesperowani ludzie częściej podejmują desperackie ryzyko. Choć w pewnych kontekstach ubóstwo może być aktem oddania, może również uwięzić ludzi w błędnym kole cierpienia.
Mimo to mało kto dziś dobrowolnie wybiera biedę. Większość chce zarabiać więcej i to jak najszybciej. Fascynują nas historie ludzi, którzy wzbogacili się z dnia na dzień – czy to przez loterię, inwestycje w startupy technologiczne w latach 90., czy też kryptowaluty. Ta pogoń za błyskawicznym bogactwem często czyni ludzi bardziej podatnymi na oszustwa lub ryzykowne przedsięwzięcia. Nawet zwyczajna działalność zarobkowa jest pełna stresu. Właściciele firm mierzą się z nieustanną presją, ryzykiem i trudnymi decyzjami. W pogoni za bogactwem łatwo stracić Boga z oczu. Dlatego właśnie Paweł przedstawił tak mocne ostrzeżenie:
“Albowiem korzeniem wszelkiego zła jest miłość pieniędzy; niektórzy, ulegając jej, zboczyli z drogi wiary i uwikłali się sami w przeróżne cierpienia.” (1 List do Tymoteusza 6,10)
Kapitalizm to system napędzany pożądaniem. Gdyby ludzie przestali pożądać więcej, gospodarka by stanęła. Jesteśmy więc zachęcani do nieustannego pragnienia: nowych telefonów, większych domów, szybszych samochodów. Reklamy codziennie szepczą nam te pragnienia do uszu, przekonując, że potrzebujemy więcej. A kiedy już w to uwierzymy, uświadamiamy sobie, że aby to zdobyć, potrzebujemy więcej pieniędzy. Ostatecznie, jak mówi Paweł, kończymy „uwikłani w wiele cierpień”.
Korzyści i ograniczenia pieniędzy
Mimo niosących ze sobą zagrożeń pieniądze są atrakcyjne z kilku powodów. Po pierwsze, zapewniają drobne przyjemności. Jeśli oczekujesz, że pieniądze przyniosą ci wielką radość, prawdopodobnie poczujesz rozczarowanie. Głębokie przyjemności często wiążą się z bólem. Jak zauważył Sokrates w Fedonie: “[przyjemność i ból] jakby zrośnięte były wierzchołkami, choć są dwie”.1 Nadmierne oddawanie się jedzeniu, alkoholowi czy narkotykom prowadzi do cierpienia. Jednak pieniądze mogą zapewnić mniejsze radości: filiżankę dobrej kawy, stylowe ubranie czy nowy telefon. Rzeczy te może nie zmieniają życia, ale mimo to sprawiają przyjemność.
Po drugie, pieniądze rozwiązują małe problemy. Gdy jesteś biedny, nawet drobnostki mogą przytłaczać. W filmie Vittoria De Siki Złodzieje rowerów głównemu bohaterowi zostaje skradziony rower. Ponieważ jego praca zależy od tego roweru, jego strata naraża całą rodzinę na nędzę. To sytuacja kryzysowa. Dla osoby ubogiej cokolwiek może bardzo szybko stać się kryzysem. Miałem kiedyś przyjaciela, który nie mógł dołączyć do wspólnej wymiany prezentów, bo nie było go stać nawet na tak drobny upominek. Coś, co powinno być zabawą, stało się dla niego czymś przykrym. Pamiętam też czasy, gdy sam byłem młody i ubogi. Pewnego dnia pojechałem z grupą znajomych furgonetką do supermarketu. Dołączyłem do nich tylko dla towarzystwa, nie mając przy sobie żadnych pieniędzy. Nie zdałem sobie sprawy, że za przejazd będę musiał zapłacić pięćdziesiąt centów. Zawstydzony i niezdolny do zapłaty, wysiadłem i wróciłem do domu pieszo. Tego rodzaju dyskomfortu można by uniknąć dzięki niewielkiej sumie pieniędzy. W takich chwilach powiedzenie, że „(...) pieniądz na wszystko pozwala” (Księga Kaznodziei Salomona 10,19b) może wydawać się bardzo prawdziwe.
Po trzecie, pieniądze przynoszą szczęście – przynajmniej jeśli jesteś biedny. Gdy masz bardzo mało, pieniądze rzeczywiście poprawiają jakość życia. Jednak gdy przyzwyczaisz się do tego, że masz ich wystarczająco, radość zanika. Powszechnie wiadomo, że gdy dochód przekroczy pewien próg (około 75 000 – 100 000 dolarów rocznie)2, jego dalszy wzrost nie przekłada się na wzrost szczęścia. W bogatych krajach ludzie nie są szczęśliwi tylko dlatego, że są majętni; to dla nich norma. Co więcej, często martwią się o utratę tego, co mają. Dla nich pieniądze stają się źródłem niepokoju, a nie radości.
Pieniądze mają też wyraźne ograniczenia w najważniejszych sferach życia. Po pierwsze, nie gwarantują dobrych relacji. Jak śpiewali The Beatles: „pieniądze nie kupią mi miłości”. Oczywiście, niektóre kobiety pociąga bogactwo, ale to nazbyt uproszczone spojrzenie na relacje. Nawet jeśli ktoś kocha cię za twoje pieniądze, nie ma gwarancji, że ta miłość przetrwa. Jeśli chodzi o dzieci, pieniądze pomagają jeszcze mniej. Możesz zakładać, że dzieci będą wdzięczne za wsparcie finansowe, ale często tak nie jest. Miłości nie da się kupić.
Po drugie, pieniądze nie gwarantują zdrowia ani długowieczności. Mogą ułatwić dostęp do lepszej opieki medycznej, a statystyki pokazują, że bogatsi ludzie żyją dłużej. Przykładowo, Monako, kraj milionerów, ma najwyższą średnią długość życia. Jednak pieniądze nie dają gwarancji zdrowia. Zamożni ludzie wciąż umierają młodo w wypadkach lub z powodu chorób, a żadna fortuna nie może temu zapobiec.
Po trzecie, pieniądze mają ograniczoną moc w sprawach prawnych. Dobry prawnik może kosztować fortunę, ale to nie znaczy, że na pewno unikniesz więzienia. W teorii prawo powinno być bezstronne i traktować bogatych oraz biednych tak samo. W sądzie pieniądze nie ochronią cię przed prawnymi konsekwencjami twoich czynów.
Choć więc pieniądze są użyteczne i czynią życie wygodniejszym, nie są wszechmocne. Nie mogą kupić tego, co naprawdę ważne. Aczkolwiek bycie zamożnym nie jest z natury złe. Paweł nie nakazywał bogatym ludziom wszystkiego oddawać. Zamiast tego instruował ich, jak dobrze żyć z posiadanym bogactwem:
“Bogaczom tego świata nakazuj, ażeby się nie wynosili i nie pokładali nadziei w niepewnym bogactwie, lecz w Bogu, który nam ku używaniu wszystkiego obficie udziela, ażeby dobrze czynili, bogacili się w dobre uczynki, byli hojni i chętnie dzielili się z innymi, gromadząc sobie skarb jako dobry fundament na przyszłość, aby dostąpić żywota prawdziwego.” (1 List do Tymoteusza 6,17–19)
Po pierwsze, bogaci chrześcijanie powinni unikać arogancji. Wielu zamożnych ludzi wierzy, że ich opinia ma większe znaczenie tylko dlatego, że mają pieniądze. Paweł ostrzega jednak przed taką postawą. Po drugie, nie powinni pokładać ufności w bogactwie, ponieważ jest ono nietrwałe. Jak to ujął Eugene Peterson w The Message: pieniądze „dziś są, jutro ich nie ma”. Nasza nadzieja powinna być w Bogu, który hojnie obdarza nas wszystkim dla naszej radości. I w końcu — bogaci powinni być hojni. Ich majątek jest darem, który ma służyć innym. Znam wielu chrześcijan, którzy robią to świetnie: wspierają misje, finansują służby i pomagają potrzebującym. Odgrywają oni istotną rolę w Bożym dziele na świecie.
Ponieważ zarówno bogactwo, jak i ubóstwo niosą ze sobą duchowe wyzwania, Agur modlił się:
“Oddal ode mnie fałsz i słowo kłamliwe; nie nawiedź mnie ubóstwem ani nie obdarz bogactwem, daj mi spożywać chleb według mojej potrzeby, abym, będąc syty, nie zaparł się ciebie i nie rzekł: Któż jest Pan? Albo, abym z nędzy nie zaczął kraść i nie znieważył imienia mojego Boga.” (Księga Przypowieści Salomona 30,8–9)
Paweł, który prawdopodobnie wywodził się z zamożnej rodziny, znosił wiele trudów, w tym ubóstwo, służąc Jezusowi. Gdy był uwięziony w Rzymie, żaden kościół nie wsparł go finansowo, z wyjątkiem spóźnionego wsparcia od wspólnoty w Filippi (List do Filipian 4,15). Było to poważnym problemem, ponieważ rzymskie więzienia nie zapewniały wystarczającej ilości jedzenia, oczekując, że więźniowie będą polegać na wsparciu przyjaciół i rodziny. Po dekadach wiernej służby Paweł znalazł się w biedzie, stając w obliczu głodu. Jednak nie rozpamiętywał swoich trudności. W liście z podziękowaniem do Filipian napisał:
“A nie mówię tego z powodu niedostatku, bo nauczyłem się przestawać na tym, co mam. Umiem się ograniczyć, umiem też żyć w obfitości; wszędzie i we wszystkim jestem wyćwiczony; umiem być nasycony, jak i głód cierpieć, obfitować i znosić niedostatek. Wszystko mogę w tym, który mnie wzmacnia, w Chrystusie.” (List do Filipian 4,11–13)
Paweł pozostał obojętny zarówno na biedę, jak i bogactwo, ponieważ dzięki Bogu mógł stawić czoła każdej okoliczności, nie stając się ani dumnym, ani zniechęconym. Pieniądze, czy też ich brak, nie miały nad nim władzy.
Miłość
Kolejną kluczową rzeczą, której ludzie szukają w pogoni za szczęściem, jest miłość. C.S. Lewis zauważył, że nasze współczesne wyobrażenie o miłości romantycznej wywodzi się w dużej mierze z tradycji miłości dworskiej dwunastowiecznej Francji. Wcześniej miłość postrzegano albo jako niebezpieczne szaleństwo – coś, co popychało rozsądnych skądinąd ludzi (zwłaszcza kobiety) do zbrodni i hańby, jak w przypadku tragicznych postaci Medei czy Dydony – albo jako lekką, żartobliwą igraszkę, opisywaną w dziełach Owidiusza. Nie uważano jej za centralną czy wzniosłą część życia. Jednak w średniowiecznej Europie to podejście zaczęło się zmieniać. Trubadurzy z południowej Francji opiewali inny rodzaj miłości: wyidealizowanej, namiętnej i szlachetnej. Ta miłość dworska wyniosła romantyczne pragnienie do rangi czegoś pięknego, a nawet duchowego. Z czasem głęboko ukształtowało to zachodnią kulturę i nasze rozumienie miłości.
W dzisiejszych czasach miłość stała się w masowej wyobraźni jeszcze potężniejsza, zwłaszcza gdy zaczęto ją łączyć z małżeństwem. Przez większą część ludzkiej historii małżeństwo było przede wszystkim sprawą rodzinną. Partnerów dobierano pod kątem interesów rodu, a nie osobistych uczuć. W przednowoczesnej Korei pary widziały się po raz pierwszy dopiero w dniu ślubu. Jednak w XVIII wieku, wraz ze wzrostem indywidualizmu na Zachodzie, zaczęto wybierać współmałżonków w oparciu o osobiste emocje i wzajemne przyciąganie. Dziś żyjemy w świecie, w którym miłość nie jest tylko ceniona – ona jest ubóstwiana. Ludzie mówią, że „kochają kochać” i szczerze wierzą, że jeśli tylko znajdą tę jedyną, prawdziwą miłość, nic innego nie będzie miało znaczenia. W tym kontekście kulturowym miłość staje się najwyższym możliwym dobrem.
Ewolucja miłości
Dla tych, którzy nie wierzą w Boga, psychologia ewolucyjna oferuje inne wyjaśnienie tego, dlaczego zakochujemy się w określonych osobach. Według tej teorii jesteśmy biologicznie zaprogramowani, by czuć pociąg do konkretnych cech u płci przeciwnej, ponieważ cechy te pomagały naszym przodkom w skutecznym rozmnażaniu. Weźmy na przykład mężczyznę, którego pociągałyby wyłącznie kobiety w wieku niepozwalającym już na posiadanie potomstwa. Z genetycznego punktu widzenia takie preferencje nie zostałyby przekazane dalej, ponieważ te kobiety nie mogłyby mieć dzieci. Z kolei mężczyźni, których przyciągały młode, zdrowe i płodne kobiety, mieli większe szanse na przekazanie swoich genów. Współcześni mężczyźni są więc potomkami tych, którzy preferowali młodość i urodę – cechy kojarzone z płodnością i zdrowiem. To dlatego mężczyzn zazwyczaj pociągają młode i piękne kobiety; jest to instynktowny sygnał będący echem skutecznej strategii ewolucyjnej. W przypadku kobiet cechy, których szukają u partnera, są nieco inne. Kobiety, które wybierały mężczyzn niekompetentnych lub niedostępnych emocjonalnie, prawdopodobnie miały trudności z przetrwaniem lub wychowaniem dzieci. Z drugiej strony, te, które preferowały partnerów kompetentnych, wrażliwych i godnych zaufania, miały większe szanse na otrzymanie wsparcia i skuteczne wychowanie potomstwa. Jesteśmy więc biologicznie zaprogramowani, by szukać u partnera określonych przymiotów, a kiedy je znajdujemy, odczuwamy radość. Ta radość (stan zakochania) jest w tym ujęciu ewolucyjną nagrodą.
Niezależnie od tego, czy postrzegasz to jako Boży zamysł, czy ewolucyjne programowanie, jedno jest pewne: kochamy kochać. Nie tylko szukamy miłości w świecie rzeczywistym, ale też pochłaniamy nieskończone historie o niej w filmach i telewizji. Popularne produkcje często odzwierciedlają nasze fantazje. Weźmy na przykład Notting Hill – to męska fantazja o zwyczajnym mężczyźnie, który przypadkiem spotyka olśniewającą gwiazdę filmową, która się w nim zakochuje bezwarunkowo i bez pamięci. Podobnie Teoria wielkiego podrywu pokazuje aspołecznych nerdów, którzy znajdują czułe i wyrozumiałe partnerki, uwielbiające ich takimi, jakimi są. W serialu Jak poznałem waszą matkę główny bohater uświadamia sobie, że jego prawdziwą miłością jest jego najlepsza przyjaciółka, która była przy nim przez cały czas. Z kolei Przyjaciele skupiają się na zżytej grupie sześciu osób, z których aż cztery ostatecznie biorą ze sobą ślub. Te seriale i filmy rezonują z nami nie dlatego, że odzwierciedlają rzeczywistość, ale dlatego, że przedstawiają to, o czym marzymy. Choć odnalezienie prawdziwej miłości bywa trudne, te fikcyjne światy dają nam namiastkę tego, za czym tęsknimy. I nawet jeśli sami tego nie doświadczamy, znajdujemy radość i pocieszenie w obserwowaniu tego, jak inni znajdują swoją miłość – przynajmniej na ekranie.
Pokusa pieniędzy i miłości
W mitologii greckiej istnieje opowieść o Parysie, księciu trojańskim, którego poproszono o wybranie najpiękniejszej spośród trzech bogiń. Każda z nich zaoferowała mu coś w zamian: władzę, mądrość lub miłość. Parys wybrał tę, która obiecała mu miłość – Afrodytę. Jego wybór jest znamienny. Sugeruje, że mając wybór, ludzie skłonni są cenić miłość wyżej niż władzę czy mądrość.
Afrodyta była czczona w całym basenie Morza Śródziemnego. W Grecji znano ją jako Afrodytę, w Rzymie jako Wenus, a w Mezopotamii jako Isztar. W Kanaanie nazywano ją Asztartą. Biblia odnotowuje, że po śmierci Jozuego Izraelici „opuścili Pana, a służyli Baalowi i Asztartom” (Księga Sędziów 2,13 BW). Izrael, powołany do niesienia Bożego światła w Kanaanie, uległ wpływom kananejskich religii i zaczął czcić tamtejsze bóstwa. Baal był bogiem burzy kojarzonym z płodnością, obiecującym bogactwo poprzez obfite plony. Asztarta, bogini miłości, obiecywała miłość romantyczną i seksualne spełnienie. Pokusa była silna: czcij tych bogów, a zyskasz bogactwo i przyjemność.
Czy dziś jest inaczej? Współczesne społeczeństwo wciąż składa te same obietnice. Jeśli pójdziesz jego drogą, jeśli będziesz czcić „boga tego świata”, zostaniesz nagrodzony pieniędzmi i seksem. Atrakcyjność tych rzeczy się nie zmieniła; zmieniło się tylko opakowanie. Animizm to jedna z form religii, która zagarnia tę obietnicę dla siebie. Jest prosty i bezpośredni: używa posągów, by reprezentować bóstwa natury, a za ich pośrednictwem ludzie szukają bogactwa, przyjemności i ochrony.
Kiedy Paweł systematycznie wykładał ewangelię w Liście do Rzymian, zaczął od konfrontacji z bałwochwalstwem animizmu:
“Mienili się mądrymi, a stali się głupi. i zamienili chwałę nieśmiertelnego Boga na obrazy przedstawiające śmiertelnego człowieka, a nawet ptaki, czworonożne zwierzęta i płazy; ” (List do Rzymian 1,22–23)
N. T. Wright argumentuje, że ten fragment ukazuje bałwochwalstwo jako fundamentalny ludzki grzech. Można je spotkać w każdej kulturze na przestrzeni dziejów. Dlaczego? Ponieważ jest ono wypaczeniem czegoś pierwotnie dobrego. Paweł pisze: „Bo niewidzialna jego istota, to jest wiekuista jego moc i bóstwo, mogą być od stworzenia świata oglądane w dziełach i poznane umysłem (...)” (List do Rzymian 1,20). Bóg objawił się poprzez naturę, pragnąc, by ludzie dostrzegli majestat stworzenia i szukali Stwórcy. Jednak zamiast czcić Boga, zaczęli czcić samo stworzenie. Stworzyli bożki „przedstawiające śmiertelnego człowieka, a nawet ptaki, czworonożne zwierzęta i płazy”.
Bogowie tego świata
Animizm występuje pod wieloma nazwami. Gdy mowa o wielu bogach, nazywamy go politeizmem. Gdy praktykują go zwykli ludzie w tradycyjnych kulturach, mówimy o religii ludowej. Gdy występuje poza światem judeochrześcijańskim, nazywamy go pogaństwem. Ponieważ jednak wszystkie te formy opierają się na wierze w duchy ożywiające naturę, będziemy używać terminu animizm.
Nawet dziś wiele animistycznych praktyk jest częścią naszego życia, choć nie zawsze je rozpoznajemy. Nazwy dni tygodnia pochodzą od animistycznych bogów: angielski Thursday (czwartek) pochodzi od Thora, a włoski Giovedì (również czwartek) od Jowisza. Choć choinka jest dziś nieodłącznym elementem świąt, wywodzi się z kultu drzew. Biblia nigdy nie łączy Bożego Narodzenia z drzewkiem, ale ponieważ kult drzew był tak powszechny, wpłynął na tradycję chrześcijańską.
Ruch New Age to dzisiejszy „duchowy supermarket” animizmu. Miesza w sobie wszystko: od hinduizmu i tradycyjnej europejskiej magii po jogę, medycynę alternatywną i medytację. Jest atrakcyjny, ponieważ czerpie głęboko z animizmu, który wciąż wywiera potężny wpływ na ludzką duszę. Ponieważ animizm skupia się na zdobywaniu dóbr w tym życiu, często obejmuje metody wróżbiarstwa. Jeśli znasz przyszłość, możesz uniknąć katastrofy lub schwytać okazję. Klasycznym przykładem jest astrologia. Głosi ona, że gwiazdy, jako istoty wyższe, wpływają na ludzki los. Szekspir odzwierciedlił tę wiarę w Romeo i Julii, nazywając ich kochankami, którym „gwiazdy nie sprzyjają”. Ta idea jest starożytna, ale wciąż żywa. Ludzie czytają horoskopy w gazetach i Internecie. Niektórzy używają znaków zodiaku, by zrozumieć czyjąś osobowość lub przewidzieć dopasowanie partnerów. Augustyn, żyjący w czasach, gdy astrologia była powszechnie akceptowana, zdecydowanie się jej sprzeciwiał. Podważał tę ideę, pytając: „Jeśli bliźnięta rodzą się pod tą samą gwiazdą, dlaczego ich losy często toczą się tak różnie?”. Krytykował on astrologię również za to, że podważa moralną odpowiedzialność; sprawia, że ludzie czują, jakby ich działania były determinowane przez gwiazdy, a nie przez wolny wybór.
Kult przodków, szczególnie powszechny w kulturach Azji Wschodniej, to kolejna forma animizmu. Przodkowie są tam traktowani niemal jak bogowie. Ludzie ofiarowują im jedzenie, by otrzymać błogosławieństwo. Ten wzorzec – dawanie jedzenia w zamian za przychylność – to podręcznikowy przykład animizmu. Konfucjanizm włączył go w bardziej filozoficzny system, ale korzenie pozostają te same.
Szczęśliwi i błogosławieni
Największy kontrast między animizmem a chrześcijaństwem tkwi w ostatecznym celu. Animizm istnieje dla ludzi; jego bogowie są narzędziami służącymi do zapewnienia człowiekowi pomyślności, miłości, bezpieczeństwa i zdrowia. Chrześcijaństwo natomiast istnieje dla Boga. Jego celem nie jest ludzki komfort, lecz Boża chwała. Wielu ludzi to myli. Myślą, że chrześcijaństwo jest sposobem na zyskanie błogosławieństw. Wierzą, że jeśli dadzą coś Bogu (lub częściej kościołowi albo pastorowi), to Bóg nagrodzi ich pieniędzmi, uzdrowieniem lub relacjami. Ale to nie jest Ewangelia. Wielu chrześcijan głosi ewangelię sukcesu, która obiecuje bogactwo i zdrowie. Jednak pójście za Jezusem często oznacza ból i cierpienie. Dlatego Paweł powiedział:
“Tak jest, wszyscy, którzy chcą żyć pobożnie w Chrystusie Jezusie, prześladowanie znosić będą.”(2 List do Tymoteusza 3,12)
Jezus nigdy nie powiedział: „Chodź za Mną, a będziesz szczęśliwy”. Zamiast tego nauczał, co to znaczy być prawdziwie błogosławionym. a Jego lista była szokująca:
“Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem ich jest Królestwo Niebios. Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni. Błogosławieni cisi, albowiem oni posiądą ziemię. Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią. Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą. Błogosławieni pokój czyniący, albowiem oni synami Bożymi będą nazwani. Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie z powodu sprawiedliwości, albowiem ich jest Królestwo Niebios.” (Ewangelia Mateusza 5,3–10)
To nie brzmi jak opis ludzi szczęśliwych. Jednak według Jezusa to właśnie oni są prawdziwie błogosławieni. Mogą nie odnosić sukcesów według światowych standardów, ale są częścią Królestwa Bożego i to samo w sobie czyni ich błogosławionymi. Kryje się tu głęboki paradoks: pogoń za szczęściem rzadko przynosi szczęście. Zamiast tego ci, którzy żyją wiernie przed Bogiem (którzy służą innym, dają, poświęcają się), często okazują się autentycznie szczęśliwi. W dzisiejszym świecie szczęście stało się fundamentem wielu decyzji. Jeśli coś obiecuje szczęście, robimy to. Jeśli zagraża naszemu komfortowi, unikamy tego. Dlatego wiele osób unika małżeństwa lub posiadania dzieci. Boją się kosztów w postaci utraty wolności, pieniędzy i czasu. Ale czy bez tych rzeczy stają się szczęśliwsi? W większości przypadków – nie. Wielu odkrywa, że ich niezależne, skoncentrowane na sobie życie jest samotne i puste.
Tymczasem ci, którzy wybierają trudną ścieżkę rodziny, często odkrywają głęboką radość. Zapytajcie rodziców, a wielu z nich powie: „Posiadanie dzieci to najwspanialsze doświadczenie w życiu”. Oczywiście, rodzicielstwo jest trudne. Oznacza nieprzespane noce, wizyty w szpitalach, kłótnie i niekończące się wydatki. Ale będąc posłusznymi Bożemu nakazowi: „Rozradzajcie się i rozmnażajcie się” (1 Księga Mojżeszowa 1,28), odnajdują błogosławieństwo. Nawet ci, którzy nie myślą świadomie o Bogu, doświadczają radości płynącej z uczestnictwa w Jego zamyśle. W trudzie rodzicielstwa są błogosławieni, a w tym błogosławieństwie odnajdują szczęście.
Pamiętam, kiedy dołączyłem do organizacji chrześcijańskiej, w której służę do dziś. Mój dziadek, pastor, ale też człowiek praktyczny, ostrzegał mnie: „Próbujesz robić coś, na co stać tylko bogate dzieciaki w Ameryce”. Nie mylił się. Nasza organizacja nie wypłaca pensji. Jeśli nie pochodzisz z zamożnej rodziny, życie nieopłacanego pracownika chrześcijańskiego jest niezwykle trudne. W tamtym czasie moja rodzina borykała się z problemami finansowymi i nie mogła mnie wspierać. Często byłem głodny, bo nie było mnie stać na jedzenie. Teraz sytuacja jest lepsza, ale wciąż zarabiam mniej niż wynosi płaca minimalna. A jednak niczego nie żałuję. Wybrałem służbę Bogu w odpowiedzi na Jego powołanie i czuję się przez Niego głęboko kochany. Kiedy umrę, nie będę żałował, że służyłem Bogu. Będę tylko wdzięczny za szansę, by Mu służyć.
Kiedy Thomas Jefferson i inni Ojcowie Założyciele Stanów Zjednoczonych ogłosili w Deklaracji Niepodległości, że „życie, wolność i pogoń za szczęściem” to niezbywalne prawa, wierzyli, że dają nieszczęśliwym ludziom wolność do szukania szczęścia. Jednak po ponad dwóch stuleciach wydaje się, że pogoń za szczęściem uczyniła wielu ludzi mniej szczęśliwymi. Prawdziwego szczęścia nie da się uchwycić; trzeba je otrzymać. Jezus powiedział:
“Bo kto by chciał życie swoje zachować, utraci je, a kto by utracił życie swoje dla mnie, odnajdzie je.” (Ewangelia Mateusza 16,25)
W ten sam sposób ci, którzy gonią za szczęściem, nigdy go nie znajdują. Ale ci, którzy rezygnują z tej pogoni, którzy żyją dla Boga zamiast dla siebie, często odkrywają, że szczęście przyszło do nich samo – cicho, niespodziewanie i jako dar.
1. “(...) jaka to dziwna rzecz, powiada, to, co ludzie nazywają przyjemnością. Jaki dziwny jest jej stosunek do tego, co się wydaje jej przeciwieństwem, do przykrości. Obie razem nie chcą człowiekowi przysługiwać, ale jeśli ktoś za jedną z nich goni i dosięgnie, bodaj że zawsze musi i drugą chwycić, jakby zrośnięte były wierzchołkami, choć są dwie.” [przyp. tłum.]
2. tj. ok. 23 000 - 30 500 PLN miesięcznie [przyp. tłum.]
Wypełnij przepaść między niedzielną wiarą a poniedziałkową rzeczywistością. Odświeżający, kulturowo trafny przewodnik, który uczy patrzeć na świat oczami Boga.
Czy czujesz rozdźwięk między swoim życiem duchowym a otaczającą cię kulturą? Czy trudno ci wyjaśnić, jak Biblia odnosi się do współczesnych filmów, technologii cyfrowej czy złożoności twojej pracy?
W książce Rzeka Boga Kim Cimio podważa przekonanie, że wiara wymaga wycofania się ze świata. Zamiast tego przedstawia porywającą wizję, w której „rzeka Boga” wpływa do każdego aspektu ludzkiego istnienia — od sztuki i nauki po politykę i kwestie płci.
Napisana nie jak suchy akademicki traktat, lecz jak żywe studium życia, książka buduje solidny chrześcijański obraz świata w dwunastu tematach i czterech częściach — Życie, Kultura, Misja i Przeznaczenie — przechodząc od codziennych pytań do tych wiecznych.
Wydanie polskie · EPUB bez DRM — czytaj w Apple Books, Google Play Books, Kobo lub dowolnej aplikacji do czytania.
Share

After you buy — read it your way
DRM-free files. Download once, open in the reader you already love.